Pociąg z wielką forsą

Banki, a raczej zdeponowane w nich pieniądze, od zawsze przyciągały wszelkiej maści kryminalistów żądnych zdobycia „łatwej forsy”. Wydarzenia, do których doszło w Anglii w 1963 roku pokazują, że nie zawsze trzeba napadać na bank, aby zgarnąć milionowy łup. Oto historia „Wielkiego napadu na pociąg”, zwanego też „napadem stulecia”.

Jest wczesny poranek 8 sierpnia 1963 roku. Dochodzi godzina 3 nad ranem. Do wiaduktu kolejowego nieopodal Ledburn w hrabstwie Buckinghamshire podjeżdża ciężarówka Austin K9 i dwa terenowe Land Rovery. Mają wojskowe malowanie, ale piętnastu mężczyzn, którzy w pośpiechu z nich wysiadają, to nie żołnierze, lecz przestępcy. Za chwilę dokonają najbardziej zuchwałego napadu w dziejach współczesnej Wielkiej Brytanii. Członkowie gangu zajmują wyznaczone im miejsca; każdy ma przypisane mu zadanie. Dowodzi Bruce Reynolds, na co dzień londyński paser pozujący na antykwariusza. Wszystko zaplanował w najdrobniejszych szczegółach, a przynajmniej tak mu się wydaje. Jego prawą ręką jest znajomy z półświatka Gordon Goody, który nagrał tę „robotę”. Ponadto do szajki należą „Buster” Edwards, którego po latach zagra w filmie Phil Collins oraz Ronnie Biggs. Ten ostatni, chociaż jego rola w napadzie będzie bardzo mała, po latach stanie się jego najsłynniejszym uczestnikiem.

Sygnał dla pociągu

Kiedy większość mężczyzn czeka przyczajona przy torach, kilku ludzi zaczyna majstrować przy sygnalizacji świetlnej. Zasłaniają zielone światło („jedź”), a czerwone („stój”) uruchamiają zwykłą baterią. W ten prosty sposób dadzą sygnał zatrzymania nadjeżdżającemu pociągowi, bo właśnie ten środek transportu mają zamiar obrabować ludzie Reynoldsa i Goody’ego.

Nie jest to jednak zwykły skład, a pociąg pocztowy relacji Glasgow – londyński dworzec Euston. Oczywiście to nie na listy i paczki ostrzy sobie zęby gang znad Tamizy. Chodzi im o zawartość jednego z wagonów, który Royal Mail – brytyjska poczta – określa mianem High Value Package (HVP; ładunek o dużej wartości). Przewożone są nim pieniądze, które szkockie oddziały banków i sieci handlowych przekazują do swoich centrali w Londynie. Zwykle to kilkaset tysięcy funtów szterlingów.

Na horyzoncie widać już światła lokomotywy British Rail Class 40. Napad zacznie się za kilkadziesiąt sekund. Będzie uwieńczeniem drobiazgowych przygotowań, które Reynolds i Goody zaczęli wiele tygodni wcześniej.

lokomatywa
Lokomotywa British Rail Class 40. Ten sam typ prowadził obrabowany pociąg (foto: flickr.com)

Pomysł kradzieży pieniędzy z wagonu HVP podrzucił Gordonowi Goody’emu człowiek, który długo nazywany był „Ulstermanem” (Goody określił go tak, gdy zobaczył, że jego płaszcz uszyto w Belfaście). Miał dać gangowi cynk, którego dnia pociągiem będzie transportowana większa gotówka. Dodatkowo miał też „załatwić”, że zamiast nowoczesnego wagonu HVP z alarmami i zabezpieczeniami, zostanie wysłany zwyczajny wagon zastępczy. Przez lata tożsamość „Ulstermana” była owiana tajemnicą i dopiero we wrześniu ubiegłego roku Gordon Goody przyznał, że był nim Patrick McKenna, urzędnik pocztowy z Salford.

Amatorski napad

Plan napadu był następujący: gang zatrzymuje pociąg, a następnie odczepia lokomotywę i wagon z pieniędzmi i przetacza go bliżej nasypu przy wiadukcie. Potem wystarczy sterroryzować pocztowców, przeładować łup do samochodów i się oddalić. Szybko, bez przemocy i prosto. Prosto? Nie do końca. Reynolds, Goody i Edwards byli doświadczonymi złodziejami, jednak ten skok miał być dla nich nie lada sprawdzianem. Nigdy wcześniej nie okradali pociągu, a tym bardziej nie mieli pojęcia jak zatrzymać kolejowy skład. Wkrótce więc do grupy włączono członka innej szajki z Londynu, który potrafił obsługiwać semafory i miał pojęcie o kolejnictwie. Potrzebny był jeszcze maszynista. Znajomy Reynoldsa z więzienia, Ronnie Biggs, w zamian za udział w napadzie i część łupów dla niego i kumpli, obiecał takowego dostarczyć. I tak do gangu trafił emerytowany maszynista parowozów (to ważne), którego tożsamości (podobnie, jak kilku innych ludzi) nigdy nie ustalono. Nazywany był Stanem Agate’m, Pete’m, albo „tatuśkiem”.

zdjęcie Bruce Reynolds
Bruce Reynolds (foto: wikipedia)

Bazą wypadową dla złodziei była (kupiona na lewo) farma w miejscowości Leatherslade. Tam szajka przyczaiła się i oczekiwała na sygnał od „Ulstermana”. Przez cały czas kryminaliści mieli chodzić w rękawiczkach, aby nie zostawić nigdzie odcisków palców. Czas zabijali grą w „Monopoly” i słuchaniem radia. Wreszcie w nocy z 7 na 8 sierpnia „Ulsterman” zadzwonił z informacją, że „przesyłka” jest w drodze. Akcja ruszyła. Złodzieje szybko wsiedli do pomalowanych na wojskową zieleń samochodów i ruszyli ku mostowi Bridego nieopodal Ledburn. Lakier aut był nieprzypadkowy – w okolicy znajdowały się koszary British Army, więc Reynolds kalkulował, że nikogo nie zdziwią wojskowe pojazdy poruszające się w środku nocy wiejskimi drogami.

Plan awaryjny

Pociąg pocztowy zbliża się do wiaduktu, więc zgodnie z przepisami zwalnia. Nagle maszynista Jack Mills zauważa, że sygnalizacja świeci się na czerwono. Zatrzymuje skład i nakazuje pomocnikowi, 26-letniemu Davidowi Whitby’emu, wyjść z lokomotywy i zadzwonić do zawiadowcy najbliższej stacji. Wcześniej semafory pokazywały wolną drogę, więc coś jest nie tak. Whitby próbuje zatelefonować z aparatu przy szlaku, ale kabel jest przecięty. Wtedy obezwładniają go złodzieje. Potem prędko wpadają do kabiny lokomotywy i szamoczą się z Millsem, który stawia opór, więc obrywa pałką w głowę (po ciosie nigdy nie odzyska pełni zdrowia) i traci przytomność. Gangsterzy odczepiają lokomotywę i wagon HVP od reszty składu. Pocztowcy sortujący listy w pozostałych wagonach nie zwracają na nic uwagi. Teraz do akcji wkracza „tatusiek”, ale szybko okazuje się, że nie potrafi uruchomić lokomotywy – prowadził parowozy, a Class 40 ma silnik diesla. Złodzieje cucą więc Millsa i jego zmuszają, aby podprowadził część składu pod wyznaczone miejsce przy Bridego Bridge.

Za dużo pieniędzy!

Ludzie Reynoldsa i Goody’ego włamują się do wagonu HVP i obezwładniają trzech strażników. Przez następny kwadrans członkowie szajki będą przerzucać do samochodów worki z pieniędzmi. Jest ich dużo, o wiele za dużo, ale to na razie nie niepokoi hersztów bandy. Część pieniędzy zostaje w wagonie – ważniejsze od reszty łupu jest wyrobienie się w czasie. Przed odjazdem z miejsca napadu jeden ze złodziei mówi do konwojenta, że ten ma nie ruszać się przez pół godziny. To pierwszy poważny błąd popełniony przez rabusiów.

Jest 4.30 rano. Ciężarówka i Land Rovery wjeżdżają na podwórze farmy. Po powrocie gang słucha komunikatów radiowych policji i zabiera się do liczenia zrabowanych funtów. W Leatherslade planują zostać przez kilka dni, aż sprawa przycichnie. Każdy z nich ma alibi tłumaczące ich nieobecność w Londynie. Samą kradzież zgłoszono policji ledwie 10 minut przed przyjazdem gangu do kryjówki. Pierwsze komunikaty były lakoniczne i mówiły o zrabowaniu… całego pociągu. Rano prasa dotarła już do informacji, że gang okradł wagon HVP. Wybuchła sensacja. Organa ścigania zabrały się do roboty.

Tymczasem Edwards, Goody, Reynolds i spółka policzyli łup. Zapanowała konsternacja. Okazało się bowiem, że ukradli… za dużo pieniędzy! Zarówno w sensie kwoty, jak i fizycznej objętości. W ich ręce wpadła astronomiczna suma 2,5 mln funtów, co dziś odpowiada równowartości 48 mln funtów, czyli ok. 272 mln złotych. Większość banknotów stanowiły jedno- i pięciofuntówki, więc to była dosłownie i w przenośni kupa kasy. Skąd tak wielki łup? Otóż dzień po napadzie przypadał w Szkocji dzień wolny od pracy (tzw. Bank Holiday), więc banki postanowiły wysłać wszystkie pieniądze do Londynu jeszcze przed świętem. „Ulsterman” o tym nie wiedział, więc szacował, że w HVP będzie zwyczajowe kilkaset tysięcy funtów, co i tak było majątkiem.

Złodzieje zdali sobie sprawę, że każdy z nich może mieć problem z wywiezieniem swojej działki. Na razie jednak nie śpieszyli się rozwiązaniem tej zagwozdki, w końcu mieli przyczaić się na pewien czas.

Gra w Monopol

zdjęcie Ronnie Biggs
Ronnie Biggs (foto: wikipedia)

Stało się inaczej. Po zeznaniu konwojenta policja, która zabezpieczała już miejsce kradzieży, doszła do wniosku, że nakaz pozostawania na miejscu przez pół godziny, wydany przez złodziei, oznacza, iż ich kryjówki należy szukać w okolicy oddalonej właśnie o 30 minut drogi od mostu. Wydano nakaz sprawdzania okolicznych farm i zabudowań. Rabusie, którzy w międzyczasie zaczęli grać w „Monopol” prawdziwymi pieniędzmi, podsłuchiwali policję i wpadli w panikę. Zaczęło się wielkie czyszczenie i sprzątanie domu. Na podwórzu spalono ubrania noszone w trakcie napadu. Reynolds i Goody nakazali podwładnym skrupulatność, ale złodzieje popełnili drugi, znacznie poważniejszy błąd. Na wannie i jednym z pionków do gry zostały odciski palców. Gdy pięć dni później policja dotarła na farmę i zaczęła przeszukanie, natrafiła na nie. Gang planował puścić dom z dymem przed przybyciem policji, ale mundurowi byli szybsi. Na razie jeszcze złodzieje cieszyli się wolnością. Gdy jednak doszli do wniosku, że śledczy prędzej czy później wpadną na ich ślad, postanowili zniknąć.

Napad na pociąg stał się sprawą wagi państwowej. Szef MSW baron Brooke domagał się od policji natychmiastowego pojmania sprawców; miała to być wola samego premiera Macmillana. Władze potraktowały skok na pociąg Royal Mail jak zamach na Koronę, chociaż zrabowano pieniądze prywatnych banków. Część historyków uważa, że torysowski gabinet chciał sukcesem w sprawie „napadu stulecia” przykryć skandal związany z aferą Profumo, która wstrząsnęła wtedy Zjednoczonym Królestwem (polityk John Profumo spotykał się z kochanką, która miała kontakty z radzieckimi szpiegami).

Śledztwo prowadzili dwaj doświadczeni policjanci z Londynu: detektyw starszy superintendent Tommy Butler i detektyw sierżant Jack Slipper. Kierowali zespołem, który miał tylko jedno zadanie: złapać złodziei z pociągu. Początkowo uwzględnili oni w śledztwie Reynoldsa, Edwardsa i Goody’ego, ale uznali, że nie byliby w stanie dokonać skoku na taką skalę. Dopiero odnalezione odciski palców otworzyły im oczy. Dochodzenie, które najpierw napotykało na przeszkody, wkrótce ruszyło z kopyta, a funkcjonariusze z londyńskiej „lotnej brygady” byli rzeczowi i działali z niezwykłą zawziętością. Kolejni sprawcy szybko wpadali w ręce sprawiedliwości. Najdłużej ukrywali się Bruce Reynolds i „Buster” Edwards.

 

 

Gangster-celebryta

Przed sądem stanęło 11 oskarżonych. Nie obawiali się wysokich wyroków, bowiem nie użyli broni palnej w trakcie kradzieży, a poza tym nikt nie zginął. „Wielki napad na pociąg” był już sprawą polityczną, więc sąd wymierzył kary długoletniego więzienia – liderzy grupy dostali po 30 lat pozbawienia wolności. Już w 1974 roku Reynolds oraz Ronnie Biggs uciekli z więzienia i wyjechali do Brazylii.

W Ameryce Południowej Biggs zaczął żyć jak celebryta i stał się najsłynniejszym członkiem gangu, chociaż jego rola polegała tylko na pilnowaniu „tatuśka” i przerzucaniu worków z banknotami. Biggs uniknął ekstradycji do Anglii dzięki ciąży swej brazylijskiej partnerki. Żył jak król: udzielał wywiadów, śpiewał piosenki, konsultował swoją filmową biografię. Przyznawał jednak, że czuł się w Rio jak więzień. Na Wyspy Brytyjskie wrócił dopiero w 2001 roku. Zmarł, podobnie jak Reynolds, dwa lata temu. Wcześniej, bo w 1994 roku umarł „Buster” Edwards. Wciąż żyje Gordon Goody, który ma obecnie 86 lat i mieszka z rodziną w Hiszpanii.



Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia o komentarzach  
Powiadom o