Przez fałszerstwo do Ostatecznego Zwycięstwa

Im bardziej sytuacja Niemiec na frontach II wojny światowej stawała się rozpaczliwa, tym bardziej naziści byli gotowi posunąć się do desperackich środków, aby tylko zapewnić Tysiącletniej Rzeszy wymarzone Ostateczne Zwycięstwo. Oprócz kolejnych Wunderwaffe (cudownych broni) – myśliwców odrzutowych, pocisków rakietowych, superciężkich czołgów (a pogłoski mówią też o UFO – hauneubu) – hitlerowscy wdrożyli też broń gospodarczą. Na masową skalę fałszowali bowiem brytyjskie funty, które miały zalać światowy rynek i zrujnować gospodarkę Zjednoczonego Królestwa. Z historii wiemy, że się nie udało, ale losy fałszerzy podrabiających brytyjskie banknoty są naprawdę fascynujące, zwłaszcza że – jak można się domyślić – nie robili tego z własnej woli.

Albańczyk Elyas Bazna był jednym z najsłynniejszych szpiegów aktywnych podczas II wojny światowej. Działając pod kryptonimem Cicero dostarczał Niemcom zdjęcia i dokumenty wykradzione z brytyjskiej ambasady w Ankarze (Turcja była podówczas celem gry wywiadów Osi i Aliantów – oba bloki chciały przeciągnąć ją na swoją stronę). Tajne materiały dostarczane przez Baznę były idealne, wręcz zbyt idealne dla jego niemieckich mocodawców. Zaczęli podejrzewać, że Albańczyk sam jej fałszuje, aby zapewnić sobie stały dochód (szpiegował dla pieniędzy, nie z miłości do Hitlera). Po wojnie pojawiły się z kolei podejrzenia, że Anglicy przejrzeli Cicero i podrzucali mu dezinformacje, które później przekazywał do Berlina. Pomimo obiekcji Niemcy nie przerwali współpracy z Bazną i sowicie mu płacili. Dopiero po klęsce III Rzeszy okazało się, że zarobione przez Cicero kilkadziesiąt tysięcy funtów było podrobione. Zresztą obrotny Albańczyk pozwał później rząd RFN o wypłatę zaległych pensji!

Banknoty, którymi nazistowski wywiad opłacał pracę Bazny, nie zostały wykonane przez domorosłego fałszerza na poczet tej jednej operacji. Wręcz przeciwnie – Niemcy produkowali je na masową skalę. Szacuje się, że w ciągu trzech lat wydrukowano banknoty o łącznej wartości 134,6 mln funtów.

 

Banknot o nominale 5 funtów z 1935 roku

Plan wymyślony przez SS-Sturmbannführera Alfreda Naujocksa błyskotliwy w swej prostocie. Sfałszowane funty miano wpuścić do obiegu na Wyspach Brytyjskich i tym samym zalać tamtejszy rynek olbrzymią ilością pieniądza. Przewidywano, że skok inflacji doprowadzi do zachwiania i w ostateczności zawalenia się brytyjskiej gospodarki. Miało to rzucić Londyn na kolana i zmusić Churchilla do kapitulacji. Chociaż realizację planu rozpoczęto dopiero w 1942 roku, nad szczegółami rozmyślano niemalże od chwili wybuchu wojny. W sprawę mocno zaangażowany był również SS-Obergruppenführer Reinhard Heydrich, szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) i Protektor Czech i Moraw. Rozkaz nadzorowania akcji druku fałszywych pieniędzy otrzymał SS-Sturmbannführer Bernhard Krüger, od którego imienia cała akcja otrzymała kryptonim.

Kryptonim Bernhard Krüger

SS-Sturmbannführer Bernhard Krüger po aresztowaniu przez wojsko brytyjskie

Na miejsce druku banknotów wybrano obóz koncentracyjny Sachsenhausen. Zwieziono tam 142 więźniów z 15 krajów europejskich, którzy mieli zajmować się wytwarzaniem fałszywych banknotów o nominałach 5, 10, 20 i 50 funtów szterlingów. Wśród fałszerzy znaleźli się głównie żydzi, m.in. Adolf Burger i Salomon Smolianoff. Pierwszy pracował przed aresztowaniem jako drukarz na Słowacji, ale miał pewne doświadczenie w podrabianiu świadectw chrztu dla osób wyznania mojżeszowego. To dzięki spisanym po wojnie wspomnieniom Burgera historia „Operacji Bernhard” w ogóle ujrzała światło dzienne. Smolianoff był z kolei prawdziwą legendą w europejskim półświatku – ten Ukrainiec żydowskiego pochodzenia był mistrzem w fałszowaniu pieniędzy, dokumentów i obrazów, a przed wojną wielokrotnie wymykał się policji.

Więźniowie zostali osadzeni w barakach o numerach 18 i 19 w KZ Sachsenhausen. Panujące tam warunki były o nieporównywalnie lepsze od reszty obozu: wygodne prycze, możliwość noszenia cywilnych ubrań, treściwe jedzenie, opieka lekarska, a nawet stoły do pingponga. Fałszerze wiedzieli jednak, że żyją w złotej klatce bez wyjścia. Codziennie dochodziły do nich odgłosy eksterminacji kolejnych tysięcy osadzonych w obozie żydów. Wiedzieli, że zostali wybrani do zadania nie bez powodu – po jego zakończeniu mieli zostać zgładzeni, aby nie ostał się ani jeden świadek. Stało się inaczej. Po ewakuacji obozu w Sachsenhausen późną zimą 1945 roku wszyscy fałszerze zostali przetransportowani do Austrii – mieli zostać zabici na początku maja w Ebensee. Klęska III Rzeszy stała się faktem, więc więźniowie postanowili to wykorzystać: odmówili wejścia do tunelu (podróżowali piechotą, bo zepsuły się ciężarówki) obawiając się, że zostanie on wysadzony. Konwojenci z SS myśleli już tylko o tym, aby ratować własną skórę, więc czmychnęli. Fałszerze wmieszali się tłumy „zwykłych” więźniów kacetu i dzięki temu wszyscy przeżyli wojnę.

Baraki w obozie zagłady Sachsenhausen (zdjęcie współczesne)

Więźniowie osadzeni w barakach 18 i 19 zajmowali się nie tylko przygotowywaniem matryc i wydrukiem funtów na najlepszej wówczas prasie drukarskiej dostępnej na rynku. Poddawali również banknoty procesowi sztucznego postarzania i zużywania, aby jeszcze bardziej zatrzeć różnice między fałszywkami a oryginałami. Różnice, których w istocie nie było.

Zanim maszyna drukarska zaczęła pracować pełną parą, Krüger i jego podwładni z SS poświęcili długie miesiące na rozpracowanie technicznych niuansów papierowego funta. Było powszechnie wiadomo, że brytyjskie banknoty są drukowane na materiale z lnianych włókien. Niemcy wypróbowali dziesiątki rodzajów tkaniny, ale za każdym razem „świeciła” w świetle ultrafioletowym inaczej niż prawdziwy funt. Dopiero później ludzie Krügera dowiedzieli się, że brytyjskie banknoty wytwarzane są ze zużytych worków pocztowych (niezmienne od XVIII wieku). Kilkukrotne zabrudzenie i wypranie lnianego płótna dało w końcu pożądany efekt.

Później skutecznie złamano każde ze 150 zabezpieczeń banknotów (niektóre były bardzo wymyślne) oraz odkryto tajniki znaku wodnego. Gdy specjaliści poznali zasady algorytmu służącego generowaniu poprawnych numerów, można było przejść do pierwszego wydruku fałszywek. Przed rozpoczęciem masowej produkcji należało jeszcze potwierdzić, że podróbka jest idealna. Niemcy wysłali ją do specjalistów ze Szwajcarii, aby ci sprawdzili, czy banknoty nie są podrobione. Szwajcarzy nie mieli wątpliwości – okazane im funty były stuprocentowo oryginalne. Kruger dał więc zielone światło do rozpoczęcia masowej produkcji fałszywek. Gotowe pieniądze były dzielone na cztery grupy. Do dwu pierwszych zaliczano banknoty bez skaz, którymi opłacano szpiegów (np. wspomnianego wcześniej Cicero) oraz dokonywano transakcji z państwami neutralnymi. Banknoty z trzeciej grupy nosiły lekkie skazy, więc skierowano do obrotu na terenie państw okupowanych przez Niemcy. Ostatnia grupa banknotów, na których były błędy drukarskie, miała być zrzucana z samolotów na Wielką Brytanię. Tego zamierzenia nigdy nie zrealizowano.

Brytyjczycy od samego początku (dzięki własnej siatce szpiegowskiej) wiedzieli o „Operacji Bernhard”, ale nie znali jej szczegółów. O skali przedsięwzięcia dowiedzieli się dopiero w 1943 roku, gdy pracownicy angielskiego banku w marokańskim Tangerze zorientowali się, że banknoty będące w obiegu (fałszywki „prano” we Włoszech przed rzuceniem ich na światowe rynki) noszą numery seryjne przypisane do pieniędzy, których jeszcze nie wydrukowano. Skala zagrożenia dla systemu finansowego Zjednoczonego Królestwa była olbrzymia, ponieważ podróbki były nie do odróżnienia od prawdziwych funtów.

Na drodze w powodzeniu „Operacji Bernhard” stanęła nie tylko zwiększona czujność Brytyjczyków, ale również trudności w dostawach lnu z Turcji, która na przełomie 1944 i 1945 roku zaczynała dryfować ku obozowi aliantów. Krüger wpadł wówczas na pomysł wydruku fałszywych dolarów USA. Do lutego 1945 roku trwało przygotowywanie projektów i matryc (Burger utrzymuje, że fałszerze celowo opóźniali prace), ale wydruk nigdy nie ruszył – 22 lutego padł wspomniany wcześniej rozkaz ewakuowania załogi baraków 18 i 19 do Austrii.

Koniec wojny i klęska Niemiec oznaczała ocalenie życia dla Smolianoffa, Burgera i reszty fałszerzy z Sachsenhausen oraz uwięzienie dla Bernharda Krügera. Przebywał w brytyjskiej niewoli do 1948 roku, a później został pozytywnie zweryfikowany przez sąd denazyfikacyjny. Byli więźniowie świadczyli na jego korzyść; utrzymywali, że byli przez niego traktowani dobrze. Burger nie rozgrzeszył go jednak. W ocenie autora wspomnień o „Operacji Bernhard” Krüger (zmarły w 1989 roku) był brutalnym narodowym socjalistą. Smolianoff po wojnie wrócił do dawnego życia, czyli fałszowania obrazów i dokumentów. Wiele razy zmieniał miejsca zamieszkania, aby zmylić wymiar sprawiedliwości. Zmarł w 1976 roku. Adolf Burger żyje do dziś i wygłasza wykłady na temat Holocaustu na całym świecie. Na podstawie jego wspomnień powstał austriacki film „Die Fälscher” („Fałszerze”), nagrodzony Oskarem.

Sfałszowane banknoty

A co stało się z ponad 8 milionami sztuk sfałszowanych banknotów funtowych? Na dwa dni przed kapitulacją III Rzeszy zostały zatopione przez SS-manów w odmętach jeziora Toplitz w Austrii. Dzięki zeznaniom miejscowej ludności udało się je wydobyć w 1959 roku. Dokonała tego ekspedycja nurków wynajęta przez dziennikarzy zachodnioniemieckiego tygodnika „Stern”.

Z fałszowanymi przez Niemców wiąże się pewna legenda. Otóż miały one posłużyć do sfinansowania operacji uwolnienia przez komandosów niemieckich Benito Mussoliniego z aresztu w hotelu na szczycie masywu Gran Sasso (osadziły go tam nowe władze włoskie, które stanęły po stronie aliantów), ale to nieprawda, a przynajmniej brak jest dowodów potwierdzających taką tezę.

Faktem natomiast jest to, że Bank Anglii musiał po wojnie stopniowo wycofywać z obiegu banknoty funtowe i zastępować je nowymi wzorami, bowiem istniało ryzyko, że sfałszowane w Sachsenhausen pieniądze będą jednak krążyć w obiegu.



Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia o komentarzach  
Powiadom o