Szlakiem wrocławskich banków

Współcześnie placówki banków kojarzą się nam najczęściej z bezstylowymi przestrzeniami usługowymi w galeriach handlowych i zaadaptowanych sklepach. Wyjątkowo gmachy zarezerwowane są tylko dla centrali największych banków, a i one nierzadko przeprowadzają się do wieżowców ze stali i szkła. Wrocław nie oparł się tej postępującej tendencji, ale w stolicy Dolnego Śląska można znaleźć perełki architektury, które powstały z myślą o ulokowaniu tam banków. Przybliży je nam Piotr Drzewiński – licencjonowany przewodnik miejski.

Z panem Piotrem Drzewińskim, wrocławskim przewodnikiem miejskim i miłośnikiem historii dolnośląskiej metropolii, spotykam się nieopodal gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej przy ul. Szajnochy. Zrazu dziwię się temu. „Co uczelniana biblioteka może mieć wspólnego z bankami?” Okazuje się, że więcej niż można się spodziewać. „Budynek dzisiejszej biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego projektowany był jako obiekt o podwójnym przeznaczeniu. Część budynku miała pełnić funkcję biblioteki miejskiej i dlatego obecnie to nadal jest biblioteka, tyle że uniwersytecka. Z drugiej strony, część pomieszczeń przystosowano do roli Sparkasse, czyli kasy oszczędnościowej” – tłumaczy mi pan Piotr. Dzisiejsza czytelnia była siedzibą kasy i tam prowadzono codzienną działalność finansową ówczesnej instytucji. Sam gmach biblioteki UWr był bardzo nowatorski, chociaż większość nowinek dotyczyła części bibliotecznej (np. szafy z aluminium, które chroniły książki przed niszczeniem i ogniem), ale i rozwiązania wprowadzone z myślą o Sparkasse mogą zaintrygować. „W budynku są głębokie piwnice, gdzie kasa miała przechowywać pieniądze. Podczas II wojny światowej zaadaptowano je na schrony przeciwlotnicze” – opowiada Piotr Drzewiński. „Idąc od strony ulicy Kazimierza Wielkiego możemy natknąć się na strzałki kierujące mieszkańców Breslau do schronu, czyli Luftschutzraumu”.

 

Dawna Sparkasse, dziś Biblioteka UWr (fot.: D. Balawender)

Oszczędność traci głowę

Alegoria oszczędności – Biblioteka Uniwersytecka (fot.: D. Balawender)

O bankowych tradycjach gmachu, nazywanego przez młodszych wrocławian Hogwartem, przypomina też figura umieszczona w narożnej części budynku, patrząc od strony Placu Ofiar Oświęcimskich. „Ta rzeźba to alegoria oszczędności. Przedstawia roztropnego mędrca trzymającego księgę rachunkową. Ukułem takie spostrzeżenie, że za czasów niemieckich cnota oszczędności miała się dobrze, a za czasów polskich już nie bardzo, bo figura mędrca nie ma głowy” – śmieje się mój rozmówca. Pozostałości po kasach oszczędnościowych znajdziemy też przy ulicy Dubois. Tamtejsza Sparkasse została powołana do życia już w okresie rządów nazistowskich. Dziś przypominają o niej figury żebraka i bogacza, któremu właśnie sumienne oszczędzanie przyniosło majątek. To jedno z ostatnich miejsc we Wrocławiu, gdzie znajdziemy swastykę z czasów hitlerowskich – jedna z figur trzyma książkę, symbol NSDAP umieszczono na okładce.

Spod gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej kierujemy się na Plac Solny, gdzie dumnie wznosi się wrocławska siedziba Banku Zachodniego WBK. To w zabudowie Rynku obiekt wyjątkowy, bowiem architektonicznie zupełnie doń nie pasuje. Stąd przekonaniu wielu mieszkańców miasta, że zbudowano go po wojnie, już w czasach PRL. Ale to nieprawda. „Gmach ten opracowano w ramach koncepcji architektonicznej Maksa Berga (twórcy Hali Stulecia), który chciał przebudować Rynek w Breslau w stylu modernistycznym. W zasadzie tylko Ratusz miał pozostać nienaruszony, a pozostała zabudowa miała zostać wyburzona i zastąpiona obiektami właśnie w stylu obecnej placówki BZ WBK” – opowiada Piotr Drzewiński. „Autorem projektu biurowca (od początku planowanego jako bank) był Henrich Rump, który wygrał w konkursie ogłoszonym w 1929 roku. Zrazu budynek miał być wyższy niż jest obecnie, ale zmniejszono wysokość, ponieważ gmach zbudowany według pierwotnego planu przewyższałby ratusz” – wyjaśnia. Biurowiec o konstrukcji szkieletowej wykonany jest z żelazobetonu; ma formę dwóch brył, które się przenikają: mniejsza ma 7 kondygnacji i 14 osi, a większa – 10 kondygnacji i 13 osi. Fasadę pokryto wapieniem muszlowym. Budowę zakończono w 1931 roku.

Modernizm i bankowe pałace

Modernistyczny gmach BZ WBK przy Placu Solnym (fot.: D. Balawender)

„To był na ówczesne czasy bardzo nowoczesny i elegancki gmach. Oprócz banku mieścił kawiarnię. Sala kasowa miała dwie kondygnację, a światło wpadało przez duże okna i przeszkloną ścianę, wszystko w stylu modernistycznym” – kontynuuje mój rozmówca. „Lata 20. i 30. to okres fascynacji egiptologią (z uwagi na liczne wówczas odkrycia). W budynku Rumpa też znajdziemy tego odzwierciedlenie – to reliefy w stylu egipskich hieroglifów wokół głównego wejścia do banku. Oczywiście nie przedstawiają faraonów, ale ludzi pracy zarabiających na życie” – mówi mi pan Piotr wskazując na portal wiodący do banku. Po upadku Festung Breslau budynek nie był mocno zniszczony, ponieważ ta część Rynku generalnie wyszła z wojny raczej bez szwanku. W okresie PRL znajdowała się tu dyrekcja wrocławskiego MPK.

Z siedzibą BZ WBK wiąże się jeszcze jedna ciekawostka. Jedna z czterech wind w budynku to winda paciorkowa. Ma otwarte kabiny (w liczbie 20), które bez przerwy poruszają się ze stałą prędkością, więc wsiada się doń w biegu. „Dlatego właśnie inna nazwa tej windy to Pater noster, czyli Ojcze nasz – miejska legenda mówi, że pracownicy banku żegnali się znakiem krzyża, zanim z niej skorzystali”.

„Egipskie” reliefy przy wejściu do BZ WBK (fot.: D. Balawender)

Snując opowieść o wrocławskich bankach nie można pominąć tzw. pałacu bankowego, czyli „Pałacu pod Złotą Muszlą”. Instytucje finansowe działają tam nieprzerwanie od 1899 roku, najpierw Schlesicher Bankverein, potem Deutsche Bank, a dziś PKO BP. Gmach na rogu ulic Wita Stwosza i Krowiej zaprojektował berliński architekt Martens. Przebudowywano go wielokrotnie na przestrzeni lat. Przy pl. Wolności 10 znajdziemy natomiast kamienicę, która przed wojną była siedzibą niemieckiego Reichsbanku, czyli Banku Rzeszy. Dziś w sąsiedztwie trwają ostatnie prace wykończeniowe Narodowego Forum Muzyki.

Wśród charakterystycznych obiektów bankowych we Wrocławiu warto wymienić okręgową siedzibę Narodowego Banku Polskiego przy ulicy Ofiar Oświęcimskich 41-43. Wrocławianie na pewno kojarzą żółtą fasadę budynku oraz zieloną iluminację nocną z logo banku. Piotr Drzewiński wyjaśnia: „Gmach zaprojektował Alvin Wedemann w latach 1909-1911, od początku jako bank. Spod jego ręki wyszło kilkanaście obiektów użyteczności publicznej w Breslau. Sama lokalizacja dzisiejszej siedziby NBP nie jest przypadkowa. Przed wojną ulica Ofiar Oświęcimskich nosiła nazwę Junkernstrasse i była ulicą zamieszkiwaną przez bogaczy”.

Bank, którego już nie ma

Wratislavia Center (fot.: D. Balawender)

Nie wszystkie dawne wrocławskie banki przetrwały do dziś. Pan Piotr wskazuje tu na Bank Alexanderhaus przy pl. Jana Pawła II, który znajdował się w miejscu, gdzie dziś stoi dawna przychodnia przyszpitalna. „Zbudowano go w 1827 roku. Stanął zamiast wyburzonej Bramy Mikołajskiej. Gmach utrzymany był w stylu klasycystycznym, miał trzy kondygnacje i zwracał uwagę kolumnowym portykiem. Całość bardzo przypominała Operę. W II połowie XIX wieku budynek rozbudowano na potrzeby braci Alexander – bankierów nim zarządzających” – snuje opowieść Piotr Drzewiński. „Po II wojnie światowej Bank Alexanderhaus był w fatalnym stanie, więc w latach 60. został wyburzony. Dziś możemy go podziwiać na starych zdjęciach lub udać się na Cmentarz Żydowski, gdzie pochowani są jego właściciele – wizerunek banku znajduję się na nagrobku. Przed rozbiórką ruina banku służyła do prezentacji haseł antywojennych i propagandowych. Zachowała się fotografia z napisem >>Nigdy więcej<< i makietą bomby atomowej na fasadzie Alexanderhausa” – tłumaczy wrocławski przewodnik.

Na koniec naszego spaceru zapytałem pana Piotra o współczesny wrocławski budynek banku, który architektonicznie najbardziej przypadł mu do gustu. Po dłuższym wahaniu wskazał na siedzibę eurobanku, czyli kompleks biurowy Wratislavia Center przy ulicy Świętego Mikołaja (mieści się tam m.in. hotel Sofitel). „Ma ciekawą fasadę, która ładnie wpisuje w ciąg reszty zabudowy oraz wewnętrzny dziedziniec, czym nawiązuje do dawnych wrocławskich domów handlowych w rodzaju sklepu Shottlaendera przy zbiegu Świdnickiej i Ofiar Oświęcimskich (dziś jest tam H&M)”.

 

Piotr Drzewiński Nasz ekspertPiotr Drzewiński, magister politologii, doktorant na Wydziale Nauk Społecznych UWr, licencjonowany przewodnik miejski i miłośnik historii Wrocławia, członek rady Fundacji na Rzecz Rozwoju Społecznego Cooperantem, wiceprezes Stowarzyszenia Animacji i Rozwoju Lokalnego oraz współtwórca strony internetowej o wrocławskich ciekawostkach historycznych i architektonicznych spacerempowroclawiu.pl.



Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia o komentarzach  
Powiadom o