Czy banki skubią na „ukrytych” opłatach?

Rafał: Dzisiejszy odcinek Pogromców Mitów Finansowych będzie nieco inny, niż do tej pory. Przygotowaliśmy bowiem temat ku przestrodze. Pytanie postawione w tytule wydaje się być retoryczne, ale warto dowiedzieć się, czy jest tak naprawdę. A jeśli tak, to jak się ustrzec przed drenującymi stan konta opłatami bankowymi.

Rafał: Zanim oddam wam głos, chciałbym podzielić się zdarzeniem, które ostatnio mi się przytrafiło i podsunęło mi pomysł na temat dzisiejszego odcinka. Otóż kilka dni temu postanowiłem wpłacić na moje konto nieco większą sumę pieniędzy w gotówce – nieco ponad 2 tys. złotych. Niestety, obowiązki zawodowe goniły, więc nie mogłem sobie pozwolić na stanie w ogonku w najbliższej placówce banku. Postanowiłem więc skorzystać z wpłatomatu i tu przykra niespodzianka – bankomat w oddziale nie ma takiej opcji. Jak myślicie, co zrobiłem w takiej sytuacji?

Martyna: Nie jest to specjalnie zagadkowe. Powiedziałabym, że udałeś się do innej placówki, ale jak wspomniałeś, czas cię gonił tamtego dnia, więc strzelam, że skorzystałeś z sieciowego wpłatomatu.

Rafał: Tak było. Pieniądze wpłaciłem za pośrednictwem wpłatomatu sieci Euronet. Zresztą nie miałem innego wyboru, bowiem mam konto w Alior Bank, który we Wrocławiu ma bardzo mało własnych urządzeń i w znakomitej większości korzysta z wpłatomatów siecowych, podobnie zresztą, sprawa ma się z bankomatami. Co ciekawe, Alior ma preferencyjne warunki współpracy z Euronet, czyli pieniądze na konto trafiają w pół godziny, a logowanie jest uproszczone. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem, że prowizja za operację wyniosła aż 16,70 zł.

Dominik: To sporo, nawet jak na polskie standardy. Ale pewnie wynika to z wielkości wpłaconej kwoty.

Rafał: Owszem, w przypadku Alior Bank koszt skorzystania z wpłatomatu wynosi 0,50 proc. za wpłaconą kwotę, przy czym minimum to 6 zł.

„Ukryte” opłaty, czyli jakie?

Sylwia: Ale zaraz, zaraz. Rafale, Twoja historia ma być przyczynkiem do naszej dyskusji na temat ukrytych opłat, tymczasem przecież jasne jest, że podpisując umowę ws. założenia rachunku w banku na pewno otrzymałeś tabelę z wysokością prowizji.

Rafał: Tak, tyle tylko, że ilu z nas pamięta dokładnie co i jak podpisywało. Pewnie niewielu. Nie wspomnę już o czytaniu dokumentów przed złożeniem po nimi podpisu, co powinno być oczywiste niczym mycie rąk po skorzystaniu z toalety. Niestety, wciąż wielu Polaków ma z tym problem, czego efektem jest właśnie zaskoczenie, gdy zauważymy, ile bank pobiera w ramach drobnych opłat.

Dominik: Proponuję więc, abyśmy mówili o „ukrytych” opłatach, na których „skubią” nas instytucje finansowe. Cudzysłów jest tu zamierzony, czyli opłaty nie są w żaden sposób przed nami utajniane przy zawieraniu umowy z bankiem. Jednak często nie mamy świadomości, że istnieją, z powodów opisanych przez Rafała, lub może nam się wydawać wręcz dziwne, że bank może nas nimi obciążać.

Sylwia: Na jednej ze stron w sieci znalazłam komentarz internauty, który określił takie opłaty mianem „toaletowych”. Chodziło mu o to, że eleganckie restauracje nie kasują swoich klientów za skorzystanie z WC i zawsze taka możliwość jest niejako „wliczona” do rachunku. Tylko niższej klasy lokale nie mają oporów przed żądaniem za to zapłaty. Znacie przykład kosztów bankowych, które waszym zdaniem zasługują na miano „toaletowych”?

Dominik: Przede wszystkim opłata za sprawdzenie stanu konta w bankomacie. Jestem w stanie zrozumieć, że bank może obarczać mnie kosztami – dajmy na to 50 gr – za wydruk salda – papier nie jest darmowy. Ale nie jestem w stanie pojąć, dlaczego muszę ponieść koszt wyświetlenia stanu konta na ekranie bankomatu i to nie sieciowego, ale należącego do banku. Oczywiście nie jest to regułą, bo wiele instytucji finansowych jest tymi „lepszymi restauracjami” i nie pobierają takich opłat. Tu można wymienić np. ING Bank Śląski, PKO BP, Pekao i BNP Paribas. Jeszcze dalej idzie m.in. Millennium Bank, który pozwala na bezpłatne sprawdzenie salda również w bankomatach sieciowych. Ale już w np. w przypadku BZ WBK ta opłata występuje. Do tego nie jest mała, bo wynosi 2 zł. W ogóle widełki w tym przypadku są szerokie. Za sprawdzenie stanu konta możemy być obciążeni kwotą od 50 gr do nawet 3 zł, które muszą zapłacić klienci mBanku i MultiBanku. Oprócz BZ WBK 2 zł pobierają także Credit Agricole, Invest-Bank i kilka innych. Najczęściej banki za opisywaną usługę żądają jednak symbolicznej złotówki.

Martyna: Złotówka jest może i symboliczna, ale jeżeli sprawdzimy stan konta kilka razy w miesiącu, wówczas robi się z tego niezła kwota. Oczywiście trzeba podkreślić jedną rzecz – mówimy o sprawdzeniu stanu konta bez dokonywania wypłaty środków z rachunku.

Rafał: Można zresztą zaobserwować prosty mechanizm, który zauważyłem korzystając z bankomatu BZ WBK. Otóż najpierw chciałem sprawdzić stan konta, a dopiero po tym wybrać odpowiednią należność. Nie da się tego zrobić w ramach jednej operacji. Bankomat, z którego skorzystałem, po wyświetleniu danych zakończył pracę i wydał mi kartę, a tym samym obciążył mnie prowizją. Musiałem zeń skorzystać ponownie, aby wypłacić pieniądze. Trudno mi teraz stawiać tezę, że działają tak wszystkie bankomaty tego banku, zwłaszcza, że ten – wnosząc po stanie zużycia – był starszego typu. Fakt jednak pozostaje faktem.

Wydruk salda konta z bankomatu – to może kosztować

Sylwia: To, że banki żądają opłaty za uzyskanie – mogłoby się wydawać – tak oczywistej informacji, jaką jest stan własnych finansów, może dziwić i irytować. Zresztą w sieci znajdziemy masę wpisów niezadowolonych klientów, którzy narzekają na te opłaty. A jednak te banki, które je utrzymały, nie zamierzają z nich rezygnować. Powód jest chyba dość jasny.

Martyna: Oczywiście, chodzi o pieniądze. Bezprowizyjna wypłata środków jest już domeną nie tylko bankomatów należących do poszczególnych banków. Kolejne instytucje finansowe walczą o klientów oferując im nie tylko wypłaty za darmo z urządzeń wybranej konkurencji (np. BZ WBK i PKO BP), ale też ze wszystkich bankomatów w całym kraju, także sieciowych. Jest to szczególnie ważne w przypadku banków, które nie mają własnych urządzeń, albo ich sieć jest bardzo mała (np. Alior Bank). Jeżeli więc banki zezwalają, aby każdy mógł dokonywać wypłać z ich bankomatów bez ponoszenia prowizji (zagregowane koszty takich operacji banki rozliczają wtedy między sobą), wówczas odrabiają „stratę” właśnie poprzez obarczanie opłatami operacji pobocznych, w rodzaju sprawdzania salda konta.

Dominik: Sumy mogą być niebagatelnie. W ciągu kwartału saldo konta, historię rachunku lub nadanie nowego PIN-u (dane NBP za 2012 rok) w bankomatach na terenie Polski sprawdza się średnio 15 mln razy. Warto nadmienić jednak, że popularność wyświetlania stanu środków na ekranie tego typu urządzeń maleje. Przed trzema laty jedna taka operacja przypadała na 12 wypłat gotówki – częściej do sprawdzenia salda wybieramy Internet i aplikacje mobilne banków, albo po prostu odwiedzamy placówkę.

Rafał: Banki zachowują opłaty „toaletowe” także po to, aby móc uzyskać dodatkowe środki na wypadek zwiększenia kosztów, które będą musiały ponosić. Pomimo dobrych wyników sektora finansowego za ubiegły rok (od stycznia do listopada zysk netto całego sektora wyniósł 15,34 mld zł), bankowcy jak mantrę powtarzają, że 2015 rok będzie dla nich ciężki. Z kilku powodów. Po pierwsze, może zmaleć zysk z kredytów hipotecznych, gdyż spadnie liczba potencjalnych kredytobiorców z uwagi na konieczność posiadania wyższego wkładu własnego, a ponadto niskie stopy procentowe ograniczają zarobki banków z tytułu już udzielonych kredytów. Po drugie, banki muszą wnosić wyższe składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny (opłata ostrożnościowa za ten rok została zwiększona do 0,05 proc., a stawka roczna do 0,189 proc.). Można też – czysto hipotetycznie rzecz jasna, bowiem powątpiewam, że do tego dojdzie – założyć, że koszt 1 mld zł w przypadku przewalutowania kredytów w frankach wg pomysłu szefa KNF, banki również przerzuciłyby na swoich klientów w postaci dodatkowych opłat.

Intercharge

Martyna: Nie zapominajmy też o obniżonej opłacie intercharge za transakcje kartowe.

Rafał: To też, jak najbardziej. Stąd mamy podwyżki. W styczniu zmiany w kosztach prowadzenia wybranych kont zapowiedziała PKO BP, a od lutego BZ WBK będzie pobierał opłatę za karty MasterCard wydawane do sztandarowego Konta Godnego Polecenia, które do tej pory były bezpłatne. W ciągu roku zwiększą opłaty za niektóre usługi lub w ogóle je wprowadzą (lub już to zrobiły) również inne banki w kraju m.in. Alior Bank, Credit Agricole i ING Bank Śląski.

Sylwia: Temat naszej dzisiejszej rozmowy w tym miejscu zazębia się z pierwszym odcinkiem dotyczącym braku kont osobistych za zero złotych. Bowiem właśnie w przypadku ROR-ów najczęściej spotyka się opłaty „toaletowe”, o których klient może przeczytać w umowie, ale często nie ma świadomości ich występowania i dziwi się, gdy później sprawdza stan konta i zauważa opłatę za korzystanie z karty. Często można ich uniknąć, np. dokonując pewnej liczby transakcji bezgotówkowych lub posiadając stały dochód w odpowiedniej wysokości. Częściej jednak zawsze jakaś mała płatność na pewno wystąpi.

Dominik: Oczywiście bankowość jest biznesem, a każdy biznes ma na celu zarabianie pieniędzy. Temu celowi służą opłaty, oprocentowanie i inne płatności. To jest kwestia oczywista i nikt z nas nie zamierza kruszyć o to kopii. Akceptujemy to wszyscy. Tyle tylko, że banki w Polsce wciąż są postrzegane jako coś więcej, niż tylko zwykła korporacja. To instytucje zaufania publicznego. Stąd też opłaty „toaletowe” mogą zachwiać opinią klienteli wobec banków, a na pewno wpłynąć na publicity tych ostatnich.

1 zł za sprawdzenie stanu konta w bankomacie

Rafał: Wykorzystują to zresztą mniejsze instytucje finansowe, które walczą z gigantami o nowych klientów, właśnie poprzez rezygnację ze „skubania” za wydruki z bankomatów, sprawdzanie salda i korzystanie z karty płatniczej.

Sylwia: Cóż, konkluzja dzisiejszej dyskusji jest chyba jasna. Banki oczywiście kasują swoich klientów na opłatach, które należy nazwać „ukrytymi” – zgadzamy się nań w umowach, ale często nie mamy świadomości, że przyjdzie kiedyś nam zapłacić za coś, co wydaje się być darmowe. Inna kwestia jest taka, że część z tych opłat faktycznie nie powinna istnieć, bowiem dotyczy podstawowych usług, w rodzaju informacji o ilości środków na koncie. To już od banków zależy, czy kwestie biznesowe winny zawsze górować nad wizerunkowymi.

Dominik: Na początku padło stwierdzenie, że ten odcinek będzie ku przestrodze. Czas więc na poradę: aby uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki, gdy zdamy sobie sprawę, że z konta „uciekło” kilka złotych, warto dokładnie czytać umowy, wybierać z tabel opłat i prowizji te usługi, z których zamierzamy najczęściej korzystać i zawsze mieć je pod ręką, zapisane w notesie lub pamięci telefonu komórkowego. Przed skorzystaniem z bankomatu zawsze możemy wtedy sprawdzić, czy operacja będzie wiązać się jakimiś kosztami. Warto też porównywać oferty banków, bowiem może się okazać, że uda się znaleźć taki, który nie „skubie” aż tak mocno. No i zawsze czytać Pogromców Mitów Finansowych.



Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia o komentarzach  
Powiadom o